A w innych miesiącach się nie nosi butów? Powiedziała i zapytała z pierwszym lutego moja nowa współpracowniczka co ma tak samo na imię jak ja, ale i tak mówi do mnie „Karolina”. Bardzo mnie to śmieszy, ale nie okazuję tego, żeby jej nie zachęcać do tego bzdurnego nawyku.

To było samospełniające się proroctwo, że miesiąc luty będzie dobry. Zmierzyłam się z przeciwnościami, na których samą myśl mnie paraliżowało i co? Okazało się, jak zwykle zresztą, że nie żyję w Big Brotherze i grono ludzi, które by spisywało i osądzało moje porażki nie istnieje :) W szkole nikogo nie obchodzi, że wydrukowałam 200 metrów złych raportów w pracy :) w pracy nikogo nie obchodzi, że na uczelni wygłosiłam prezentację, z której sama ani słowa nie rozumiałam :) w domu wszyscy zestresowani i zapracowani – na pewno nie chce im się mnie osądzać, bo mają się czym przejmować; sąsiadka każe mi założyć mojemu kotu dzwonek na szyję, bo ptaki go nie słyszą jak nadchodzi (nie mam kota), więc kobita ma o wiele większe problemy niż moje porażki.

Czasem tak jest, że osądzając samą siebie wydaje mi się, że inni też podzielają moją opinię po czym okazuje się, że nikt nie zauważył, że straciłam kontrolę nad wszystkim we mnie i wokół mnie.. Innym razem myślę, że sobie radzę „jako tako” a koleżanka mi się zapyta co się stało, że się tak rozłożyłam i nic mi nie idzie :) Wniosek taki, że potwierdzenie (przez kogoś innego) tego jak nam idzie nie powinno nam być w ogóle potrzebne. I może być w 100% błędne. Nigdy nie rozmyślam o tym co myślą o mnie inni, ale i tak potrafię w przeciągu ułamka sekundy skamienieć jak poczuję się m.in. osądzana. Chciałam ten internetowy obrazek wrzucić od dawna, ale czekałam na odpowiedni moment:

Oto Tim. On wie, że musi robić swoje, bo nikt inny za niego życia nie przeżyje. I nie będzie mógł potem mieć wątów, że nie zrobił czegoś przez to, że ktoś go osądzał. Tim to mój idol i najlepszy przyjaciel (mimo, że ja dla niego jestem nikim, bo a. jest on 2D b. nie obchodzi go to, co o nim myślę..)

W lutym pracowałam bardzo dużo, byłam u lekarzy bardzo dużo i zestarzałam się (bardzo dużo) i, w związku z tym ostatnim, (chyba) straciłam moje ubezpieczenie w Polsce, a przynajmniej taką informacją rzucili… (jak ktoś wie lepiej pls lemme noe).

Przede mną napisanie dwóch prac w dwa miesiące, miesiąc zajęć z języka i z filmu, chybaplikacja na chybastudia, praca w pracy i projekt „Kobiety w Nauce” podczas Festiwalu Nauki na Uniwersytecie. I seria artykułów do napisania, czyli taka praca numer 5.

Szykuj buty marzec, bo nadchodzę!

 

Zamieszczone w 2019