Wszystko po…

Granica wstydu

Ok. 3 lata temu, na jednym z osiedl Ursynowa, można było się natknąć na to dzieło: 

Autorem i postacią, której podobizna znajduje się na murze jest Irek Wołochowicz, który owy tekst uzasadnia: Dojrzewając dostrzega się coraz więcej swoich złych nawyków i błędów -> człowiek wstydzi się bardziej. Ale czy zdawanie sobie sprawy ze swych wad powinno być związane bezpośrednio ze wstydem? I czy wstyd będąc samym w sobie złym wzrastając za naszą zgodą nie zmiażdży nas w końcu?

Powinniśmy się wręcz cieszyć, że wiemy co zrobiliśmy źle. Wiedząc o swoich złych nawykach, skłonnościach jesteśmy w stanie zmieniać nasz charakter, stawać się lepszymi. Prosta zasada uczenia się na błędach nie koniecznie zakłada wstydzenie się ich, to przecież ograniczyłoby owe „uczenie się na nich”, uczyniło nas biernymi.

WSTYD powstrzymuje nas od bycia odważnymi. Jest murem, który będąc wyższym od nas uniemożliwia rozwój. Zatem z wiekiem nie powinien być coraz większy, nie może rosnąć razem z nami, bo skoro za młodu owy wstyd ma już swoją wielkość i z biegiem lat wzrasta wprost proporcjonalnie – to czy zbyt łatwo nas nie przerośnie? Zwłaszcza, gdy ma na to przyzwolenie w formie np. zdawania sobie z jego miary sprawy i ignorowania go albo – co więcej – usprawiedliwiania się nim. Wydaje się naturalną reakcja „nie zrobiłem (czegoś dobrego)/nie powiedziałem (czegoś dobrego) BO SIĘ WSTYDZIŁEM” – ale w gruncie rzeczy jest lewa (i gdyby nie to głupie usprawiedliwienie dużo więcej dobrego by się na naszym świecie ukazało i dużo mniej zakompleksionych ludzi chodziłoby po Ziemii).

Wstyd czyni z nas tchórzy. 

Możliwe, że przesadziłam z uosobieniem „wstydu”, ale tak było łatwiej go „ugryźć”.
Opinie w tym temacie:

Jonasz Dąbrowski: Im człowiek jest starszy tym ma bardziej poukładany światopogląd, wie co wypada robić, a czego nie. Nie jest tak, że wstyd wzrasta, tylko człowiek jest bardziej uświadomiony i po prostu nie robi tych rzeczy (których wie, że nie powinien). Wiadomo: co można dzieciom – to dzieciom, i nie chodzi tu o wstyd, tylko o to, że nie wypada robić niektórych rzeczy dorosłym. „Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. ” – 1 Kor 13:11

Jakub Muszkiet: Zrozumiałbym to tak, że ktoś sobie uświadamia swoje własne słabości. Jako dzieci rzadko kształtujemy się z kompleksami, poczuciem własnych słabości, własnych ograniczeń. I może po prostu z czasem, gdy ktoś dorasta to bardziej sobie uświadamia co jest w nim słabe. Także w relacjach międzyludzkich człowiek wstydzi się bardziej. Dzieci w piaskownicy łapią łatwo kontakt. Dla dziecka nie liczy się w tak dużym stopniu pierwsze wrażenie. Nie jest to tak dużą wytyczną, jak dla nas – starszych, którzy mają już pewne uprzedzenia, wiedzą z kim chcą się zadawać, a z kim nie. 

Kasia Sołohub: Owszem, wstyd częściej dotyczy ludzi starszych wiekiem i wynika z poczucia, że powinni wszystko wiedzieć. Wstyd nie jest dany od Boga -> jest po prostu zły. Potrafi człowieka niesamowicie zablokować tak, że on sam nie jest tego świadomy. Uważam, że trzeba się go wyzbyć (ale nie chodzi o to, żeby być „bezwstydnym”). Bóg nie pozwala nam się wstydzić. Gdy ja czułam się zawstydzona przed Bogiem, bo znowu coś źle zrobiłam On łapał mnie za ramiona, stawiał z powrotem do góry i mówił „Chodź, idziemy dalej”. Wstyd jest dobry tylko na chwilę, żeby zdać sobie sprawę z tego, że źle zrobiliśmy.

Krzysztof Zając: Myślę, że tak nie jest: dorastając masz większe możliwości, ale rosną też oczekiwania i wyzwania. Rosną doświadczenia, ale rosną też i wymagania. A w głębi – jesteś tą samą osobą, którą byłaś w wieku kilku lat.

Michał Hędrzak: Nie wiem, bo nie jestem stary. Całkiem możliwe, że wstyd do wieku ma się tak jak pomidory do lodów waniliowych albo czegoś.

W24 i Wolscy family

Mój wypad do Warszawy: Nowy Targ, 10 lutego br. ok. godz. 12:40 wyjechałam do Krakowa autobusem relacji Zkp->Zielona Góra. Dojechałam o 14:12 szczęśliwa, że zdążę kupić bilet <w tunelu Magda>.. potem zobaczyłam kolejkę.. była ona b.b.b. długa!! Udałam się więc na dworzec, gdzie okres czekania wydawał się zdecydowanie mniejszy. I pewnikiem byłby, gdyby jedni państwo udali się do internetu, tablic bądź informacji układając sobie podróż zamiast wypytywania się o każdy szczegół w kasie biletowej, do której kolejka nerwowo podskakiwała. Gdy już się (kolejka) ruszyła Pan współpodskakiwacz będący przede mną, spieszący się na ten sam pociąg – 14:45 – zapewnił mnie, że przytrzyma pociąg. So. Gdyby Pan <który 10II`12 jechał do Białegostoku> natknął się kiedyś na ten wpis to dziękuję bardzo!!! (Zdążyłam)

Wysiadłam w Warsaw Cetral, gdzie pomogłam pewnej młodej pani trafić na metro centrum :D Pani jest z Rzeszowa i od wielu lat chadza na koncerciwo Jednego Serca Jednego Ducha (moc!). Lubię to.

Następnie wylądowałam we wspaniałym miejscu. To miejsce jest tak niesamowite w swojej niesamowitości, że szok! Mowa o Sengera 1 poziom-1. O Warszawie24, Fundacji 24/7, polskim domu modlitwy, miejscu gdzie żywy Bóg prawdziwie działa z taką mocą, że hej!! Założycielami W24 są Dorota i Maciej Wolscy, wspaniali oddani Bogu ludzie.

I szczerze nie ogarniam Cię – warszawski chrześcijaninie, który słyszałeś o W24 – albo co więcej – byłeś tam – a tam nie służysz, nie modlisz się.

1,72 mln ludzi w Warszawie, 66% deklaruje się jako osoby wierzące (66%całości=1.135.462). Załóżmy że 2% z tego jest świadomie wierzących w żywego Boga. Daje to 22,7 tys ludzi, którzy wstawiając się wspólnie za stolicę nie daliby szansy przedsięwzięciom szatana w Warszawie. Jeśli natomiast są wspólnoty, które przeciwstawiają się Bożemu dziełu W24 to ważnym jest by zdać sobie sprawę z tego, że nie można modlić się o jedność samemu ją okaleczając.

„Wolność dałeś mi, ona spełnia dobre sny,
ufać będę tylko Tobie” (piosnka)

Wolscy liderują w prawdziwej wolności, a założyli dom modlitwy właśnie dlatego, bo zaufali jeno Bogu Królowi wszechświata. On powiedział „Ludzie budują sobie domy, dlaczego ja nie mam swojego?” i na pytania czy to ten czas odpowiedział „Już!”. Poszli pod prąd i są na prawdę wierni w tym co robią – wręcz ich wierność może stanowić miarę wierności. A historia W24, której ewidentnie Panem jest Bóg to potwierdza.

To jest dom modlitwy, Bóg wypełnia tam serca Swą miłością. Więc Drogi warszawski chrześcijaninie: przyjść do W24 może każdy (pn-pt: 8-12 i 18-20 i w co drugą sobotę, terminy TU), by uwielbiać Boga, oddać Mu chwałę, a po to przecież żyjesz. Zatem służba w domu modlitwy jest w pewnym sensie Twym obowiązkiem. Oczywiście – nie musisz uwielbiać Boga w W24, możesz u siebie w domu itd., ale do stawania w jedności wstawiając się za miasta, kraj, Europę powinieneś się już poczuwać.

Największe potrzeby świata

Trochę więcej uprzejmości, mniej chciwości.

Trochę więcej dawania, mniej żądania.

Trochę więcej uśmiechu, mniej grymasów.

Trochę mniej kopania leżącego na ziemi.

Trochę więcej „my”, trochę mniej „ja”.

Trochę więcej śmiechu, trochę mniej płaczu.

Trochę więcej kwiatów na drodze życia, trochę mniej na grobach.