It’s just another ordinary miracle today

Why I don’t like miracles.

When you witness a miracle you are amazed. It feels awesome, you feel like your faith can move the mountains and God’s power is all you want to talk about… Not even talk, you want to fly around to everyone you’ve ever met and shake them shouting „God’s Alive and He cares for all of us!!!”. And you feel so light as if you were flying, you live on a little cloud, you become a walking, 1-person IHOP, only blessings come out of your mouth and all that’s in your heart is the need to share God’s love with the world.

But then some days/weeks/months later the real life gets through the bubble that you’re inside of. And you think that something’s gone wrong, you either made some bad decision or you didn’t read the Bible enough or you didn’t fast enough, you spent too much time with non christians and now you’re becoming them :o So what can you do what can you do?!?!

You have hunger of God, very good, very healthy HUNGER OF GOD. And what you need to do is to live where you have always lived, with the same people, using the same language (kinda), and keep the hunger of God and His Love in you and figure out how not to lose that hunger.

But instead of realizing it you think that you need a FIRE! You need God’s huge power that will make you fly again! And God’s power and FIRE is where an AWESOME worship is and where the famous leaders are and powerful prayers happen. And you go to another conference, witness either awesome worship or another miracle and you’re happy. For a few weeks. And your life becomes a journey from one conference to another.

I don’t think it’s real, I think it’s fooling yourself and it’s the milk that either Paul, Barnaba, Apollos or whoever wrote the letter to jews talks about:

11 We have much to say about this, but it is hard to make it clear to you because you no longer try to understand. 12 In fact, though by this time you ought to be teachers, you need someone to teach you the elementary truths of God’s word all over again. You need milk, not solid food! 13 Anyone who lives on milk, being still an infant, is not acquainted with the teaching about righteousness. 14 But solid food is for the mature, who by constant use have trained themselves to distinguish good from evil.” Hebrews 5,11-14

That’s why I love Houses of Prayer, ‚cuz they are not cool, they are actually super boring :) if you serve there you go there, you sing/play/pray for 2 hours every week etc and the musicians are not awesome (ofc not talking about KC teams Misty Edwards, Jaye Thomas and Jon Thurlow) and there’s just a few people in the room, sometimes nobody. So you actually have to want to pray, not only „do the worship”.

(Unfortunately) the only people I know (of my generation, so including me) who had guts to go farther than the fireworks ended up:

  1. living a „life of compromise” 2. in houses of prayer

So maybe it’s better to live from one miracle to another than go to hell but I just don’t like this circle. Two years ago I had a completely different theory on the same topic so I might change my mind one day…

PS I like that miracles happen, that dead people get up, that sick people get healed etc. – but this should be normal for those who actually believe, the same way that Hillsong/Onething worships shouldn’t touch people’s hearts more than when they pray alone.

Reklamy

Catholic Pope’s uncatholic video

Hello everyone,
it’s jestemkabat (meaning: I am Kabat) and I am now starting to write stuff in English here :D

Get ready, it shall never be too long, politically (and English) correct nor funny.

My first English jestemkabat blog post is partially a „translation” of my last blogging thingy.

This video has been posted on official vatican’s youtube account:

Why would I reject it?

1st sentence: nobody can believe in nothing, there is no such thing as non-believers. To be able to function you have to be a believer – YOU MUST BELIEVE IN SOMETHING. In wisdom, in goodness, in people, in gods and idols, in sun, in moon, in purpose of life, anything. If you don’t believe in anything, you simply cannot do LIFE. Your psyche rejects to cooperate with your body and you are unable to perform life activities. If you disagree – find a person that doesn’t believe in anything, is alive, wakes up every day, eats, drinks and walks or talks… Since it is impossible not to be a believer, why is the first thing that we hear that ‚most of the planet’s inhabitants declare themselves as believers’? Who cares? What does it change? Most people declare themselves as being alive – that’s 0k. All people should know they are alive and that they are believers. That’s nothing to be happy about that some people don’t realize that.

That was the nice part that doesn’t make me sick :) Now, the rest of the video:

I am not interested in interfaith dialogue! I am interested in Christian Unity, in unity between Christians and Jews, conversion of the Jews and conversion of everyone to Jesus. Because that’s what the Bible talks about. Jesus never says „go to buddhists, learn their philosophy as much as you can, maybe they will ask you one day about your faith, then you’ll mention me… but most of all – live in peace, be open for interfaith dialogues, that’s what I want”. He never says „it is not important who or what you believe in as far as you believe in love”, because it’s HIM who IS LOVE! In Christianity love is personal. Jesus doesn’t put himself in one bag with idols (come on! His Father created the World, He himself Suffered, Died and Rose from the dead for the humankind and some idols that were made up by some lost people are made equal with Him?!).

franczesko
PS Allah shouldn’t be put in the same bag too, He’s the same God Almighty Father not only in Islam but also in Christianity – in Arabic – however in some places like Malaysia Christians were (or still are?) not allowed to refer to their God using the same name as Muslims do :o

Mike Bickle, leader of International House of Prayer in Kansas City asked Pope Francis if he believes that Jesus is the only way to salvation and the Pope confirmed that it’s the only option. That’s something nice and stable for a change… and ending :)

Francesco: papież-mason? Ni krótki ni wierszowany blason.

Mam zaczęte 3 posty (których nie widać na stronie) – do żadnego z nich nie czuję weny ani motywacji, a w głowie 5 ciekawszych pomysłów na kolejne wpisy. Postanowiłam jednak, że skończę najpierw te ciągnące się cegły, a w nagrodę będę mogła napisać o rzeczach bliższych życiu codziennemu :D Ot takie ćwiczenie charakteru.

Mimo iż chciałam stać od tego tematu daleko daleko to po prostu nie da się tu zastosować całkowitej olewki :) Jak z polityką. Zbyt dużo rzeczy do uwzględnienia i rzadko można poprzeć albo skreślić człowieka w 100%.

Mam wewnętrzną pewność, że wiele twierdzeń i stwierdzeń, dekretów, odkrytych i zakrytych sekretów, tez, hipotez czy hipopotez teologii protestanckiej, katolickiej i prawosławnej okaże się w Niebie takim żartem, że popy razem z proboszczami i pastorami będą się turlać ze śmiechu. I to jest mój punkt wyjścia jeżeli chodzi o osądzanie mini-głów kościołów chrześcijańskich (mini, bo Głową Główną jest Chrystus).

Dwa poniższe cytaty, którymi po wyrwaniu z kontekstu można manipulować, są w tym temacie moim pierwszym krokiem od punktu wyjścia. W pierwszym – 1 Kor 10,12 – mowa jest o pokusie, ale myślę o nim też w kontekście pewności, a w drugim – „Śpieszmy się kochać ludzi” J. Twardowskiego – mowa jest o śmierci, ale też wybrane słowa nasuwają mi się na myśl, gdy chcę być zbyt pewna czegoś co niepełne (tak, niepełne – wgląd w serce człowieka z perspektywy człowieka jest niepełny, wgląd w życie człowieka jest niepełny, wszelka psychologia ludzka jest niepełna i właściwie to wszystko co tworzymy i myślimy tutaj, na Ziemi, codziennie, jest niepełne).

Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł.

Pewność niepewna.

Krok drugi: oceniam co wychodzi, ale nie człowieka (nie mówię tu ogólnie o sobie, żem taka ułożona, ale w tej kwestii idzie mi to jakoś). Nie mieszkam w Watykanie, nie znam Franczeska ani jego kumpli watykańskich ani jego wrogów watykańskich – nie mogę człowieka osądzić, ni ma jak po prostu. To wideo poniżej wyszło z oficjalnego konta watykańskiego (pod spodem wersja przetłumaczona, tutaj oryginalna) i szczerze mnie – szokuje, brzydzi i odrzuca. Pojęcia nie mam co się dzieje pod tamtymi pięknymi dachami, ale jak to kiedyś siostra zakonna, z którą jechałam autobusem, powiedziała „jak nad jakimś miastem czuwa jeden diabeł, to nad Watykanem czuwa cała masa”, bo mają z czym i o co walczyć.

Jeśli po obejrzeniu dalej nie wiadomo czemu tak brzydko zareagowałam na to wideo, oto tłumaczę mój proces osądu. Krok trzeci: czytam – w tym wypadku oglądam – konkret (im z pierwsiejszej ręki tym lepiej), po czym robię sobie pranie mózgu i serca z uprzedzeń (zranień) – i badam własne myśli np. czy sobie same nie przeczą.

Podobno człowiek nie byłby w stanie żyć jakby w nic nie wierzył, więc pierwsze zdanie (że większość mieszkańców planety określa się jako wierzących) już mi śmierdzi. Człowiek musi zawsze w coś wierzyć, w dobro/zło, w muchę, w siebie, w sens życia, jak nie wierzy to albo sam świadomie odbiera sobie życie albo organizm zaprzestaje funkcji życiowych kiedy psychika odmawia współpracy.

Nie jestem zainteresowana dialogiem między religiami. Jestem zainteresowana jednością chrześcijan, jednością chrześcijan z Żydami i nawróceniem Izraela plus nawróceniem innych religii do Jezusa. Bo o tym mówi Pismo Święte. Jezus nie mówił „idźcie do buddystów, dowiedzcie się o ich filozofii ile tylko możecie, może oni zapytają Was o Waszą wiarę to wtedy powiecie im o mnie, najważniejsze jednak, że będziecie żyć w zgodzie i prowadzić dialog, tego chcę”. Jezus nie mówił „nie jest ważne w kogo wierzycie, najważniejsze abyście wierzyli w miłość”, bo to przeca ON jest MIŁOŚCIĄ! Nie wrzuca siebie do jednego wora z bożkami (hello! Jego Ojciec Stworzył Wszechświat, a On Cierpiał, Umarł i Zmartwychwstał dla ludzkości i jest stawiany na tej samej półce co wymyślony przez zagubionych ludzi twór?). Taka postawa „obraża moje uczucia religijne” jak to się mówi świecko.

różnice wideo kontra wiara chrześcijańska
PS Allaha do worka pod kreskę miłości też nie można wrzucać, to ten sam Bóg Ojciec, nie tylko w Islamie, ale i w Chrześcijaństwie – w języku arabskim – chociaż np. w Malezji chrześcijanie mieli (albo wciąż mają?) prawny zakaz określania swojego Boga tym samym słowem, co muzułmanie (tak jakby nam zakazali używać słowa BÓG) :o

Wideo to bardziej przypomina New Age niż Christian Church, New Age z kolei wolnomularstwo, fałszywy pokój czasów ostatecznych itp. Ale to nie jest istotne na dzień dzisiejszy, bo to nie ma wpływu na naszą wiarę. Więc nie powinniśmy zajmować serca spekulacjami, bo zły osąd nie jest obojętny dla naszego ducha, a szukaniem zła w kościołach zajmuje się już wystarczająco osób.

Mike Bickle, lider Międzynarodowego Domu Modlitwy w Kansas City, spotkał się z Papieżem Franciszkiem i zapytał o te właśnie hece o zapachu uniwersalizmu, na co otrzymał jasną odpowiedź od Papieża, że Jezus jest jedyną drogą do zbawienia.

Czyni to wszystko o tyle trudniejszym, że nie możemy mówić dzisiaj o niekatolickiej głowie katolickiego kościoła. Ale tak samo jak „pewność niepewna” w krytyce i osądzaniu papieża, tak samo jest ona niepewna w popieraniu go. I tak jak z innymi liderami, trzeba być trzeźwym i rozeznawać jego konkretne działania/wypowiedzi modląc się za niego. Pamiętać przy tym, że nie mieszkamy w jego sercu ani domu (więc nie mamy pełnego obrazu) i w momencie przejścia z życia do Życia będziemy odpowiadali za siebie, i zwalenie odpowiedzialności na papieża mało da, bo po to Bóg dał nam swoje Słowo, żeby na Nim opierać swoje życie, a nie na życiu innych LUDZI.

Kto się nie modli za papieża – nie ma głosu – a kto się modli – wie, że zbyt mało wie, by człowieka potępić.

O dwóch kobietach

Od paru lat podziwiam dwie kobiety. A podziwiam je w bardzo podobnych rzeczach. Obie jako jedne z niewielu na tym świecie potrafią mi PRZEMÓWIĆ DO ROZUMU. Chociaż nie zawsze… Tylko im nie podobał się mój pomysł wyjazdu do Anglii na studia. Ale, jak wiadomo, nie udało im się mnie przekabacić.

Obie są żonami liderów chrześcijańskich i Mike Bickle mówił o nich jak mówił, że żony liderów będą najbliżej Boga, bo w trakcie kiedy oni (liderzy) nauczają, one robią to, o czym oni mówią. Tutaj nastąpiła wielka ma parafrazotwornia, bo nie mogę znaleźć tego kiedy to mówił.

Ich MĄDROŚĆ ŻYCIOWA jest po prostu powalająca. Znają rozwiązanie na każdy problem, każde zmaganie i samopoczucie. Zawsze mówią całkiem co innego niż reszta ludzkości. Ich rady zdecydowanie nie są od parady i gdyby świat ich słuchał to wyglądałby o wiele lepiej. Mają głowy i serca otwarte ponad podziały, ale mądrość utrzymuje je stale w jednym światopoglądzie. Potrafią się POŚWIĘCAĆ, ale wiedzą też kiedy wziąć byka za rogi i samemu WALCZYĆ o to, co ważne.

Obie są matkami trzech córek. Przypadek? :) To jednak nie wszystko. Różnica wieku owych córek jest dokładnie taka sama, a najstarsze grają na flecie poprzecznym. Oho!

Znają swoją wartość i ELEGANCJE niosą zarówno w sobie, jak i na sobie, ale gdy trzeba potrafią PRZEJŚĆ PRZEZ BŁOTA RZEKĘ. Potrafią przebywać w praktycznie każdych warunkach i rozmawiać z ludźmi wszelkiego pokroju.

Obie mają problemy zdrowotne z tej samej półki – może z niej ta mądrość?

I jeszcze coś ich łączy, dla mnie nie do pojęcia i dla książek gimnazjalnych z WOSu też nie do pojęcia. NIE MAJĄ FOBII PRZED ŚMIERCIĄ. Mówią o niej tak gładko i prosto, że ciary po całym człowieku przechodzą.

Mimo, że nigdy się nie spotkały to wpływ na mnie przeogromny mają i miały. A każdy, kto się na którąś z nich natknie kiedyś w życiu niech wie, że go zaszczyt kopnął niemały.

Na ich przykładzie robię listę co potrzeba by osiągać sukcesy w dziedzinie „radzenie sobie z życiem codziennym”: trzeba się modlić, trzeba czytać dobre książki mądrych ludzi kierujących się tymi samymi wartościami, ale bardzo różnych, trzeba myśleć samemu kiedy się czyta Biblię i kiedy się słucha wiadomości, trzeba znać swoją wartość i nie pozwalać nikomu jej ruszyć. Ważne jest mieć swoje zdanie i choćby nie wiem jak by ono było niezgrywające się z danym otoczeniem – nie zmieniać go. To buduje stabilność i świadomość tego kim się naprawdę jest. Przez to, że jestem najmłodsza w rodzinie w pewnym okresie mego życia moim problemem było „nie wiem co uważam”. Kłóciłam się nawet jak nie byłam pewna czy się przypadkiem nie zgadzam :) I w momencie, kiedy zaczęłam ustawiać swoje zdanie od malutkich, podstawowych rzeczy zaczynając – mój problem prysnął. Wiem co wiem i jak czegoś nie wiem to też wiem, że nie wiem. I bardzo dobrze mi z tym. Żeby być godnym naśladowania należy z mądrością kategoryzować sprawy na te godne uwagi i na te, które można po prostu ominąć. Istotna jest również umiejętność mówienia – mówienia prostego, prawdziwego i sensownego. I prostolinijność, o nią też powinno się zabiegać u siebie. Należy być otwartym na drugiego człowieka, ale trzeba myśleć przy tym, żeby akceptując człowieka nie przyswajać zła, które mu się do buta przylepiło. Należy odpowiednio się odżywiać (zakwaszać żołądek, ale nie zakwaszać organizmu, jeść dużo zup, warzyw, naturalnych witamin). Dbać o zdrowie nie tylko swoje ale i rodziny i znajomych, troszczyć się o nich. Odpuszczać winy, nie ciągnąć smrodu za nikim, bo nigdy nie wiemy czy ktoś nie załatwił już tej sprawy z Bogiem. A to przed Nim przecież odpowiadamy nie przed sobą nawzajem. Spełniać marzenia i zachęcać innych do spełniania marzeń. Mówić otwarcie o swoich błędach i przestrzegać innych przed ich popełnianiem. Nie szerzyć zranień, nie plotkować, nie rozpowiadać jak bardzo zostało się przez kogoś zranionym – to rani kolejną osobę.

1